Prochy - powieśc polityczna
Odcinek 25/26 - Artysta koniokrad i złodziej
Chodzę do tej redakcji i sam siebie pytam, co ja tu robię – żalił się redaktor Trąbka. Przecież w dziennikarskim fachu powinna obowiązywać jakaś moralność. Pisze się po to, żeby docierać z prawdą społeczną do czytelników, której puls czuje redaktor i dziennikarz, a nie puszczać zmyślone bajki, z których ludzie szydzą.
To jest ta resztka etosu, co mi jeszcze została, z komunistycznych czasów, ale już niektórzy patrzą na mnie jak na wroga. Chcą żebym tylko dobrze pisał o tym, co się dzieje teraz, no wiesz... o wojnie polsko-bolszewickiej, w samych superlatywach, że Polacy bronili wolności światowego kapitalizmu; o Powstaniu pisz z zachwytem; ani mru-mru o dolarach płynących dla Akowców w Londynu; wychwalaj Sanację pod niebiosa - dlatego, że pozwoliła na niebywale rozbuchany rozrost urzędniczej administracji, do tego stopnia, że zaczęto mówić, że Polska powstała po to by zapewnić inteligencji maksimum socjalnych korzyści - a na zwolenników reformy rolnej – pluj, bo chama trzeba trzymać krótko, w szponach urzędniczej pragmatyki! To są paradygmaty dla współczesnego, poważnego pisarza, których musi się trzymać!
Trzecia Polska powstała z „rzezi niewiniątek”
przez „Bolka” z „Zapalniczką” znaleziona w plewach,
wtedy gdy Regan z Kiszczakiem rokował
dali jej w Magdalence prawa i początek,
jak dają świniom paszę w pegeerowskich chlewach
„Bolek” jej konstytucję w Rzymie obstalował.
Etos jej zrobił, jakby parzył czaj
-klasycznie, dokładając do kija marchewkę,
a potem wrzasnął „Teraz siebie daj!”
i na styropian rzucił ją jak płatną dziewkę.
Michał patrząc na jego doskonale podawane recytacje, kiwał nad nim smutno głową, ciesząc się w duchu, że jego to już nie dotyczy. Nie dotyczy go ta wariacja. Nie musi się użerać, brać udział w wyścigu w opluwaniu tzw. Polski Ludowej, która dwory i szlacheckie pałace zamieniła na szkoły.
- Ale tu Michale, baczność u mety! - upomniał go otyły pan: - teraz kiedy już nie ma czerwonej cenzury prewencyjnej, sam dla siebie musisz być cenzorem. Więcej odpowiedzialności za słowo, bo Marszałek i Prymas Tysiąclecia, patrzą zza grobu! Więcej rozwagi!
- Tak jest! Odwagi! - przesłyszał się i przejęzyczył Kulbaka.
- Odwagi też - pogłaskał go grubym, owłosionym łapskiem po ramieniu:- Ale mówiłem, rozwagi. Żeby nas na pysk nie wyrzucili. Musimy pisać i tropić byłych komunistów, przyczajonych i zakamuflowanych w naszym politycznym życiu.
A któż ich lepiej zna, niż ty. To ty ostatecznie miałeś z nimi dobre układy i zapraszali cię na wódkę, żeby cię ugadać i namówić do pisania przychylnych dla socjalizmu artykułów. Zresztą mam wrażenie, że nie musieli cię zbyt prosić, boś ty w wyższość socjalizmu szczerze wierzył, biedaku. Prawda? Tak było? - Trąbka prowokował byłego członka Kedywu do zwierzeń.
- Tak było - zgodził się Kulbaka - bom pochodził z rodziny robociarskiego Powiśla. Ze społecznych dołów. Nic nie miałem do stracenia. Tyle, co portki na dupie! - zezłościł się ordynarnie. - Niech się o widmo krążącego po Europie socjalizmu martwi hrabia Potocki, który jak słyszę odebrał jako swą własność, krakowski Pałac pod Baranami, a i „nasi” Braniccy przymierzają się do Willanowa. Niech się modlą, żeby nie było jakichś nowych Kołłątajów i Kilińskich! Bo jak pan mówisz, że ostatecznie wszystko się odbywa za grobem, to nie wiadomo co ustalą na piekielnej herbatce ksiądz Jezierski z Saint-Justem.
Jeśli jest tak, jak pan mówisz, to nie pomogą w uratowaniu arystokracji, nawet pieniądze Rothschilda.
Rozumiem, że wszystko się dzieje cyklicznie, powoli lecz nieuchronnie. To, co wypróbowywali dziadkowie a odrzucili ojcowie, podejmują ich synowie i wnuki. Tak, że hrabia Potocki nie powinien się cieszyć z odebrania pałacu, bo może przyjść czas, że jego syn, będzie musiał uciekać z niego przed hołotą, a może i zadyndać na sznurze.
A podpowiada mi tę myśl, moja obserwacja młodego, chemicznego pokolenia, pokolenia internetowców i narkomanów. To są panie redaktorze, zupełnie nowi, inni ludzie, którzy nie muszą robić ulicznej „Wiosny Ludów”, bo już ją robią w Internecie. Wszystko to na razie są próby, które wyglądają pokracznie, ale z czasem...
Czyżby któryś z was na to się ważył, po tych sejmowych jurgieltniczych zmowach, dzieciom swym mówić że to Polska właśnie,
bez lęku że go jasny piorun trzaśnie,
i polskie trupy przewrócą się w grobach?
- wypalił redaktor Trąbka, z bladymi ustami i jakby ze zmętniałą powieką, jak mumia.
Z czasem do komputerów i sieci dostaną się anarchiści… Tu pan Michał zawiesił znacząco głos, badawczo spoglądając na Trąbkę, czy go rozumie.
- To znaczy panie naczelny redaktorze, że niedługo nasze gazety, naszych profesorów, eminencje, funkcje i tytuły, możemy sobie wsadzić do dupy.
Owszem, będą właściciele nowych pieniędzy, nowi biznesmeni, ale co to będą za „ludzie”, to aż strach mnie bierze myśleć o tym. Ci młodzi, którzy pana otaczają, jako narzuceni przez burżuazję starego typu, ”nowi współpracownicy”, a raczej lokaje, pańskiej gazety, to dupki karciane, pragnące udawać kopie swoich ważnych tatusiów, ale to szybko się skończy i wypadną z gry, bezsilni wobec światowej sieci Internetu.
Nadzieją na internetową odnowę świata napawa mnie to, że wprawdzie są jeszcze jakieś tam rządy i banki, jacyś tam księgowi usiłują mieć wpływ na Sieć, ale to już ich ostatnie podrygi, bowiem staje się ona niezależna od ich buchalterii i wymyka się spod ich kontroli.
I okazuje się, że w tym całym biznesie, biznes przestaje być najważniejszy. Resztę niech sam pan sobie dośpiewa.
Trąbka zrobił na niego wielkie oczy, w których wyrażało się wielkie pytanie, co sobie ma dośpiewać.